• Żyjemy bieżącą chwilą

    Króluje gotówka

    Organizatorzy badania zapytali respondentów m.in. o sposoby dokonywania płatności. Okazało się, że połowa badanych zdecydowanie preferuje gotówkę (wynik ten potwierdza inne badania, które także wskazują na przywiązanie Polaków do tej formy płatności). Co ciekawe, ponad 40 proc. respondentów nie potrafiło wskazać powodów, dla których wybierają gotówką, a nie karty płatnicze, przelewy itp. Inni wskazywali na wygodę, bezpieczeństwo czy większą kontrolę nad wydatkami, gdy posługują się realnymi pieniędzmi.
    Jedynie ok. 25 proc. badanych dokonuje większości transakcji bezgotówkowo. W przeważającej mierze są to osoby w wieku 26-45 lat, lepiej wykształcone i więcej zarabiające.

    Bez kontroli

    Wspomnianej „kontroli wydatków” wydaje się przeczyć fakt, że wydajemy niemal wszystko co zarobimy. Ponad 55 proc. badanych przeznacza swoje zarobki na bieżące potrzeby. Jedynie 10 proc. Polaków regularnie oszczędza. Na taki wynik może mieć wpływ spowolnienie gospodarcze i związane z nim wysokie bezrobocie, ale z drugiej strony, niepewna sytuacja powinna raczej skłaniać do ograniczenia wydatków, odkładania pieniędzy na „czarną godzinę”.
    Uzasadnione wydaje się też planowanie i kontrola wydatków. Tymczasem nie myśli o tym 34 proc. z tych, którzy żyją „od pierwszego do pierwszego”, a kolejne 23 proc. nie przywiązuje żadnej wagi do planowania wydatków. Dla wielu osób, drobiazgowa kontrola wydatków to jedyny pomysł na troskę o swoje finanse.

    Tu i teraz

    Badanie przynosi bardzo niepokojące wyniki dotyczące troski Polaków o zabezpieczenie emerytalne. Choć temat niskich emerytur z powszechnego systemu ubezpieczeń nieustannie powraca na łamy prasy, poruszany jest w innych mediach, to na swoją emeryturę odkłada jedynie 9 proc. badanych (przed rokiem wskaźnik ten wynosił 13 proc.). Jest to o tyle niepokojące, że mamy świadomość, iż emerytury będą niższe od naszych obecnych wynagrodzeń, a na dodatek wiele osób (ok. 10 proc.) twierdzi, że państwa nie będzie w przyszłości stać na wypłatę świadczeń.
    Autorzy badania przyczyn takiej sytuacji upatrują w fakcie, że niewielu Polaków wie, jak zadbać o swoje finanse w perspektywie kilkudziesięciu lat, inni nie mają nawyku oszczędzania (dość powiedzieć, że ok. 15 proc. badanych uznaje trzymanie gotówki w domu za najbezpieczniejszą formę lokowania pieniędzy), a jeszcze inni skupiają się na regulowania bieżących płatności, by nie popaść w tarapaty finansowe.

    Niechęć do inwestowania może wynikać z licznych doniesień medialnych o oszustwach finansowych, upadkach kolejnych parabanków, które nadszarpnęły zaufanie do całego systemu finansowego. W efekcie, aż o połowę spadła liczba osób inwestujący swoje pieniądze (z 12 do 6 proc.), a 34 proc. deklaruje, że jak chodzi o inwestowanie i oszczędzanie ufa tylko sobie.

    Brak wiedzy

    Omówione wyżej wyniki staną się bardziej „wytłumaczalne”, gdy zestawi się je z rezultatami przeprowadzonego na przełomie lipca i sierpnia przez Instytut Badania Opinii Homo Homini, na zlecenia Aforti Finance SA, badania „Wiedza Polaków o skutecznym oszczędzaniu”. Aż 75 proc. ankietowanych stwierdziło wówczas, że nie spotkało się z żadną formą edukacji dot. oszczędzania! Na dodatek 60 proc. osób zadeklarowało, że nie korzysta z żadnych form edukacji nt. zarządzania pieniędzmi, bo ich ten temat nie interesuje. Inni wskazywali, że nie wiedzą o takich formach edukacji, albo nie mają pojęcia, gdzie szukać o tym informacji.
    Tymczasem specjaliści przekonują, że oszczędzanie nie musi oznaczać wyrzeknięcia się wszelkich przyjemności. Po prostu trzeba się nauczyć zarządzać domowym budżetem, łapać okazje (np. kupno dwóch biletów do kina w cenie jednego), „zmusić się” do odkładania, choćby niewielkich kwot, na określony cel (np. na wakacje, zakup sprzętu rtv) i unikać nieprzemyślanych wydatków.

    W Biedronce zapłacisz telefonem

    O przygotowaniach do wprowadzenia w Biedronce płatności bezgotówkowych mówiło się od dawna. Wszyscy byli ciekawi, jakie możliwości będą zaoferowane, skoro sieć zdecydowała się pominąć „etap” płatności kartowych i przejść od razu od gotówki do płatności mobilnych. Zarządzający Biedronką nie ukrywali, że ich niechęć do płatności bezgotówkowych wynikała z wysokich opłat interchange pobieranych przez operatorów kart płatniczych. Skoro więc pojawiła się możliwość uniknięcia tych opłat, rozpoczęto przygotowania do udostępnienia klientom płatności bezgotówkowych.

    Oprogramowanie zostało ponoć wdrożone we wrześniu i kasjerzy przeszli wówczas drobiazgowe szkolenia. Na początku października pojawiły się doniesienia medialne, że system już działa, że odnotowano pierwsze transakcje mobilne. Brakowało jednak oficjalnego potwierdzenia ze strony właściciela Biedronki, który wydał komunikat dopiero w tym tygodniu.
    Dokonanie płatności jest bardzo proste. Należy na swoim smartfonie zainstalować aplikację iKASA i zalogować się do niej podczas płacenia za zakupy. System wygeneruje jednorazowy kod, który należy pokazać kasjerowi a następnie zatwierdzić wykonanie transakcji na telefonie. Dokładna wideo instrukcja i porady dla klientów każdego z banków uczestniczących obecnie w systemie, znajdują się na www.biedronka.pl

    System iKASA został przygotowany przez firmą ICP Polska, która należy do Grupy ICP procesującej co roku ok. 150 mln transakcji. Jak zapewniają twórcy iKASY i właściciel Biedronki, system stosuje podwójne szyfrowanie wg najlepszych standardów kryptograficznych, dzięki czemu zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Obecnie mogą z niego korzystać posiadacze rachunków w Alior Banku i Getin Banku oraz użytkownicy PeoPay wdrożonego przez Pekao SA. System został jednak tak pomyślany, by mogły do niego dołączyć także inne banki oraz punkty handlowo-usługowe.
    Ściągnięcie aplikacji i wykonywanie transakcji nie wiąże się dla klientów z żadnymi opłatami. Jedyny koszt jaki ponoszą, to oplata za transmisję danych. Jej wysokość uzależniona jest od indywidualnych planów taryfowych.

    Należąca do Jeronimo Martins sieć Biedronka posiada w Polsce ponad 2 tys. sklepów i chce zwiększyć tę liczbę do 3 tys. placówek w 2015 r. Po kłopotach wizerunkowych związanych z oskarżeniami o wyzysk pracowników, ciężkie warunki pracy, od kilku lat sieć konsekwentnie zmienia swoje oblicze – angażuje się w działania charytatywne i sponsoringowe, zmienia wystrój sklepów, poszerza asortyment. Wdrożenie płatności mobilnych w tak potężnej sieci, obecnej w wielu niewielkich miejscowościach, stanowi wielkie wyzwanie dla płatności mobilnych IKO oferowanych przez PKO BP i współpracujących z nim kilku dużych banków.

    Czym jest FOREX i jak inwestować na takim rynku?

    Pojęcie rynku FOREX

    Najprościej rzecz ujmując należy powiedzieć, że rynek FOREX jest międzynarodowym rynkiem finansowym, na którym dokonuje się obrotu walutami. Każda wymiana waluty, bez względu na to, jaka to będzie waluta i jaka jest wartość całej transakcji, jest wymianą na rynku FOREX. Jeśli więc kupujemy euro przed wyjazdem na wakacje nad Morze Śródziemne również poniekąd dokonujemy transakcji na rynku FOREX. Handel na rynku FOREX obejmuje zakup bądź sprzedaż danej waluty, a zarobek wynika z różnicy pomiędzy ceną kupna i sprzedaży danej pary walutowej. Niestety, nieumiejętne zawieranie transakcji na rynku FOREX prowadzi do utraty części lub nawet niekiedy całości posiadanego kapitału.

    Rynek FOREX umożliwia dokonywanie transakcji kupna i sprzedaży danej pary walutowej dosłownie w każdym momencie, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Waluty są kupowane i sprzedawane na całym świecie, stąd możliwość prowadzenia inwestycji ciągle, bez przerwy nocnej czy świątecznej. Rynek walutowy charakteryzuje się dużą płynnością, dlatego też inwestowanie musi odbywać się bardzo szybko, aby można było wypracować zysk.

    Jak inwestować na FOREXIE?

    Inwestowanie na rynku FOREX wymaga śledzenia na bieżąco zmian kursów walut oraz wszelkich informacji lokalnych i światowych, jakie mogą mieć wpływ na wycenę danej waluty. Tylko na podstawie takich analiz można podjąć racjonalną decyzję co do tego, kiedy i jaką walutę kupić bądź sprzedaż. Dla wszystkich osób inwestujących na rynku FOREX optymalną sytuacją byłoby kupowanie waluty w największym dołku, czyli wtedy, gdy jest ona najtańsza, a sprzedawanie podczas trendu wzrostowego, w szczytowym momencie, kiedy waluta jest najdroższa. Umiejętne inwestowanie na rynku FOREX pozwala na wypracowanie bardzo wysokich zysków.
    Jeśli samodzielnie nie posiadamy wiedzy i zdolności analitycznych dotyczących światowego rynku walutowego, wówczas najlepiej będzie dokonywać inwestycji na rynku FOREX za pośrednictwem brokerów walutowych, zapewniających najczęściej dostęp do platform transakcyjnych, za pomocą których inwestor otrzymuje bezpłatnie narzędzia techniczne i pomoc merytoryczną od fachowców, dzięki czemu można podjąć najbardziej racjonalną decyzję dotyczącą inwestowania na rynku FOREX.

    Przelewy natychmiastowe czy w sesjach ELIXIR?

    Sesje ELIXIR

    Elektroniczny system ELIXIR od lat pozwala w Polsce na realizowanie przez banki jednej z podstawowych usług finansowych, czyli przelewów. System ELIXIR pozwala na wyksięgowanie pieniędzy z konta nadawcy i ich zaksięgowanie na docelowym koncie odbiorcy. Przelewy ELIXIR opierają się na sesjach wychodzących i przychodzących, które obejmują wymianę informacji o przelewach w drodze elektronicznej. Informacje o przelewach docierają do odbiorcy sesją przychodzącą, która następuje po godzinie sesji wychodzącej banku nadawcy. W różnych bankach godziny realizowania przelewów mogą być różne, ponieważ system ELIXIR uaktywniany jest w nich o różnych godzinach. Z tego względu przelew wychodzący z jednego banku np. po godzinie 16, może dotrzeć do innego banku dopiero następnego dnia roboczego po godzinie np. 12.

    Express ELIXIR

    Alternatywą dla dokonywania przelewów w sesjach ELIXIR są przelewy natychmiastowe, tzw. Express ELIXIR, które dostępne są w bankach, które podpisały stosowną umowę z Krajową Izbą Rozliczeniową SA. Musiały one wdrożyć również rozwiązania technologiczne, umożliwiające wymianę komunikatów płatniczych za pośrednictwem systemu Express ELIXIR.
    Przelewy realizowane za pośrednictwem systemu Express ELIXIR są wykonywane 365 dni w roku, 24 godziny na dobę, ale niekiedy może wystąpić czasowa niedostępność banku biorącego udział w transakcji, związana m.in. z konserwacją systemu, co powoduje przesunięcie terminu realizacji przelewu.

    Sama Krajowa Izba Rozliczeniowa nie pobiera opłat bezpośrednio od klientów banków, ale banki uczestniczące w systemie Express ELIXIR wyznaczają własne opłaty za dokonywanie takich przelewów. Przelewy tego rodzaju są dokonywane wyłącznie pomiędzy bankami w Polsce, w złotych polskich.

    „Mobilni” cenią swobodę

    29 proc. internautów korzystających z dostępu do swojego konta przez internet używa także z bankowości mobilnej, która daje im pełną swobodę użytkowania i nieograniczony dostęp do swoich pieniędzy. Korzystający z płatności przez telefon cenią sobie fakt, że mają dostęp do usług bankowych w dowolnym miejscu i czasie, ale jednocześnie 43 proc. z nich deklaruje, że bankowości mobilnej korzysta… w domu. 31 proc. „mobilnych” zadeklarowało, że z bankowości mobilnej korzysta w pracy. To dość zaskakujące wyniki, bo przecież w domu czy w pracy nie ma raczej problemów z dostępem do „tradycyjnej” bankowości internetowej. Czyżby więc rosło nowe pokolenie, które nie potrzebuje już komputera, któremu wystarcza „wszystko mający” smartfon? A może to po prostu moda? Może, chcąc być trendy, nie wypada używać, choćby najnowocześniejszego laptopa, ale trzeba się posługiwać telefonem komórkowym?
    Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo niemal połowa wszystkich ankietowanych uznała, że płatności mobilne będą w przyszłości podstawową formą korzystania z konta bankowego. Już dziś połowa tych, którzy jeszcze nie korzystają dostępu do konta bankowego przez telefon, deklaruje chęć wypróbowania tej metody płatności. Co więcej, są nią zainteresowani niemal wszyscy, którzy są przekonani, że ich bank nie oferuje tego rozwiązania.

    Osoby, które zdecydowały się na mobilny dostęp do konta korzystają z tej możliwości często. Połowa z nich robi to przynajmniej raz w tygodniu, ok. 14 proc. loguje się do swego konta przynajmniej raz dziennie. Najczęściej wykonywane operacje to sprawdzenie stanu konta, jego historii lub realizacja przelewów. Rzadziej wykonywane są bardziej skomplikowane operacje lub te, które zdaniem użytkowników, niosą większe ryzyko. Badania pokazały bowiem, że jedynie 29 proc. respondentów całkowicie ufa bezpieczeństwu transakcji mobilnych.
    Warto dodać, że ok. 75 proc. korzystających z bankowości mobilnej ocenia przygotowana przez swój bank aplikację jako dobrą lub bardzo dobrą, a 36 proc. badanych nie wyobraża już sobie życia bez tego kanału dostępu do konta.

    Badanie przeprowadzono w sierpniu na grupie 1002 osób, z których 601 nie korzysta jeszcze z bankowości mobilnej.

    Szybko, znaczy drogo

    Przybywa banków oferujących tzw. „ekspresowe” przelewy. Wraz z upowszechnieniem tej usługi nie następuje jednak obniżenie oplata za skorzystanie z niej.
    Przelewy dokonywane w „tradycyjny” sposób są realizowane w ramach przychodzących i wychodzących sesji rozliczeniowych. Różne godziny ich przeprowadzania w różnych bankach sprawiają, że przelew może dotrzeć do odbiorcy dopiero po wielu godzinach. Czas realizacji tzw. „ekspresowych” przelewów liczony jest w sekundach lub minutach. Można je dokonywać o dowolnej godzinie, w dowolnym dniu. Pieniądze natychmiast trafiają na konto odbiorcy.

    W sierpniu wykonano ponad 110 tys. „ekspresowych” przelewów (wszystkich przelewów realizowanych jest miesięcznie ok. 110 mln). Tym samym liczba przelewów zrealizowanych w tym systemie od początku roku sięgnęła 800 tys. Obsługą tego typu transakcji zajmuje się spółka Blue Media oraz Krajowa Izba Rozliczeniowa (KIR).

    Z Blue Media współpracuje 7 banków (AliorSync, Bank Spółdzielczy w Łosicach, Bank Spółdzielczy w Sztumie, BRE Bank, mBank, Multibanki i Podkarpacki Bank Spółdzielczy w Sanoku), ale ich klienci mogą przekazywać pieniądze ekspresowo do ponad 20. Wynika to z faktu, że w bankach, które nie współpracują ze spółką, firma ma swoje rachunki bankowe i może z nich przekazywać pieniądze odbiorcom przelewów (w tej sytuacji jako nadawca figuruje Blue Media).

    Z KIR współdziała 8 banków (Alior, BRE, BZ WBK, Citi Handlowy, ING Bank Śląski, Millenium, Meritum Bank i PBS). Tu transakcje mogą być dokonywane tylko między uczestnikami porozumienia, są to największe polskie banki, które oferują znacznie wyższe limity transakcyjne „ekspresowych’ przelewów niż Blue Media.

    Nowe rozwiązanie jest atrakcyjne dla klientów, którym zależy na błyskawicznym przekazaniu pieniędzy, ale i dla banków, które znalazły dla siebie nowe źródło dochodów. Opłaty za przelew „ekspresowy” na ogół wynoszą od 5 do 10 zł. Ich wysokość uzależniona jest od sposobu złożenia zlecenia – w placówce, przez Internet czy z telefonu komórkowego. Na tym tle wyróżnia się AliorSync, który daje możliwość posiadaczom tego konta wykonania 10 bezpłatnych przelewów „ekspresowych” w miesiącu.

    Dopóki nikt nie pójdzie w ślady AliorSync, nie zacznie się „wojna cenowa” o klientów realizujących „ekspresowe” przelewy, trudno liczyć na szybsze upowszechnienie tej usługi. Przedstawiciele KIR szacują jednak, że za kilka lat w ten sposób wykonywanych będzie ok. 10 proc. przelewów, co oznaczałoby ponad 10 mln transakcji miesięcznie. Jest to jak najbardziej realne, bo w kilkunastu instytucjach trwają przygotowania do współpracy z KIR i zaoferowania swoim klientom „ekspresowych” przelewów, w kilku prace są bardzo zaawansowane.

    ROR-y puchną, lokaty chudną

    Posiadaczom oszczędności zdecydowanie nie podobają się oprocentowania depozytów oferowane przez banki. Czerwiec był kolejnym miesiącem, gdy saldo lokat zmniejszyło się o kilka miliardów zł.
    Jesienią ub.r. bez większych problemów można było znaleźć lokaty oprocentowane powyżej 6 proc. Kolejne obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej sprowadziły najlepsze oferty depozytów w okolice 4 proc. Teoretycznie to nadal sporo, skoro inflacja wynosi poniżej 1 proc. Posiadacze oszczędności najwyraźniej nie są jednak w stanie zaaprobować tych poziomów i masowo przenoszą środki z kończących się lokat na ROR-y lub nabywają jednostki funduszy inwestycyjnych.

    Więcej oszczędności

    W czerwcu ogólna suma oszczędności Polaków wzrosła o 4,1 mld zł, ale saldo depozytów zmniejszyło się o 2,8 mld zł. Był to kolejny miesiąc odpływu środków z lokat. W całym I półroczu ich wartość zmniejszyła się o blisko 16 mld zł, czyli o ok. 5,9 proc. Gorszy wynik zanotowano jedynie w 2007 r., kiedy to w ciągu 6 miesięcy saldo lokat zmniejszyło się o 9,6 mld zł, co stanowiło niemal 7,5 proc.

    Co się dzieje z pieniędzmi lokat? Na ogół trafiają na nieoprocentowane ROR-y lub rachunki oszczędnościowe o czym świadczy wzrost salda depozytów bieżących. W czerwcu przybyło na nich 6,86 mld zł. Obecnie jest na nich zgromadzonych ponad 267 mld zł, a na lokatach tylko 254 mld zł. Znaczne środki trafiają też do funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza gotówkowych i pieniężnych, o czym świadczy ich dodatnie saldo w I półroczu wynoszące 10 mld zł.

    Perspektywy na przyszłość

    Wyraźniejsze wzrosty na Giełdzie Papierów Wartościowych mogą zaowocować dalszym przepływem pieniędzy do funduszy inwestycyjnych. Gdyby do tego nie doszło, a sygnały z gospodarki świadczyłyby o wychodzeniu z dołka. Można by się spodziewać, że Polacy zapomną o odkładaniu pieniędzy na „czarną godzinę”, zwłaszcza że powoli zbliża się okres świąteczny, i ruszą na zakupy. Konsumpcja wewnętrzna, której spadek w ostatnich miesiącach przyczynił się m.in. do stagnacji, rozruszałaby gospodarkę.

    Możliwe też jest, że banki zechcą pozyskać depozyty długoterminowe (zagwarantuje im to stabilność posiadanych środków) i zaoferują atrakcyjne oprocentowanie lokat na 12 czy 24 miesiące. Patrząc na takie oferty, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy proponowane, przykładowo, 4,5 proc. na 24 miesiące faktycznie jest „rewelacyjną ofertą”. Z dzisiejszej perspektywy – na pewno tak, ale przecież obecne, rekordowo niskie stopy procentowe nie będą obowiązywały wiecznie. Należy się spodziewać, że w 2014 r. zostaną one podwyższone, a wraz z nimi w górę pójdą też oprocentowania lokat. Możliwe więc, że za wspomniane dwa lata „standardem” będą odsetki rzędu 5 proc., a zaoferowane nam dziś 4,5 proc., po odliczeniu podatku Belki, będzie niewiele wyższe od inflacji.

    UOKiK krytykuje parabanki

    Ponad 200 naruszeń prawa, zastrzeżenia do wszystkich 30 skontrolowanych parabanków i zamiar wystąpienia do sądu w 12 przypadkach, to efekt kontroli Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji, podczas której oceniano rzetelność informowania klientów o rzeczywistych kosztach udzielanych pożyczek.Ponad 200 naruszeń prawa, zastrzeżenia do wszystkich 30 skontrolowanych parabanków i zamiar wystąpienia do sądu w 12 przypadkach, to efekt kontroli Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji, podczas której oceniano rzetelność informowania klientów o rzeczywistych kosztach udzielanych pożyczek.

    UOKiK uważa, że wszystkie skontrolowane przez niego parabanki dopuściły się naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Ponadto, w przypadku 12 instytucji, w dokumentach znaleziono zapisy, które, zdaniem urzędników, są niedozwolone – godzą w interesy klientów, stawiają ich w gorszej sytuacji lub dają dowolność interpretacyjną pożyczkodawcy. Dlatego Urząd zamierza wystąpić do sądu o uznanie tych klauzul za zakazane.

    Przedstawione przez UOKiK informacje, to wyniki drugiego etapu kontroli parabanków prowadzonej od początku roku (wcześniej opublikowano rezultaty oceny reklam, którymi promują się tego typu instytucje finansowe). O jej przeprowadzeniu zdecydoano po tym, jak w ub.r. gwałtownie zaczęła rosnąć liczba skarg na parabanki. Klienci skarżyli się do UOKiK głównie na wysokie opłaty przygotowawcze wymagane jako warunek rozpatrzenia wniosku (często kredytu odmawiano, a opłata przepadała). Z pewnością dużą wartość „edukacyjną” miała sprawa Amber Gold.
    Od stycznia urzędnicy przyglądali się wszelkim prowizjom, opłatom i innym kosztom, które są związane z wzięciem pożyczki w parabanku. Pod lupę wzięli 73 dokumenty będące w użyciu, przyjrzeli się 300 faktycznie zawartym umowom. Analiz dokonano w 30 firmach, które wybrano kierując się liczą zawartych umów i wielkością udzielonych pożyczek w 2012 r. Niektóre podmioty zostały wylosowane do badania.

    Wysokie koszty

    Do wysokości oprocentowania urzędnicy nie mieli zastrzeżeń. Nigdzie nie przekraczało ono dopuszczalnej górnej granicy, czyli czterokrotności stopy kredytu lombardowego NBP. Tyle tylko, że oprocentowanie to zaledwie niewielka część wszystkich kosztów. Odbiór rat w domu może kosztować niewiele mniej niż sama pożyczona kwota. Jeśli klient idzie do parabanku lub spłaca pożyczkę przelewem, to firma odbije sobie tę „stratę” w inny sposób, np. obowiązkowym ubezpieczeniem lub opłatą przygotowawczą. Wyliczono, że pożyczając 350 zł na miesiąc, klient zapłaci 7 zł odsetek i aż 103 zł opłaty przygotowawczej. Przy pożyczaniu małych kwot, uwzględniając wszelkie dodatkowe koszty Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) może wynieść nawet kilka- lub kilkanaście tysięcy procent!

    Właśnie do sposobu podawania przez parabanki RRSO UOKiK miał najwięcej zastrzeżeń. W połowie przypadków „zapominano” o czymś, np. o ubezpieczeniu, kosztach odbioru raty w domu czy innych opłatach. Urzędników zdziwiło, że wysokość opłaty za odbiór rat w domu nie jest ustalana kwoto, ani nie zależy od liczby rat, ale jest liczona procentowo od pożyczonej sumy. W efekcie, osoba biorąca 1.000 zł pożyczki zapłaci np. 200 zł dodatkowych kosztów, a inny klient, pożyczający 5.000 zł, zapłaci np. aż 1.000 zł za te same czynności pracownika firmy pożyczkowej. Co ciekawe, wizyta związana z windykacją, przypomnieniem o zaległości, ma już stałą cenę.
    Zdaniem urzędników, jeśli opłata za jakąś usługę nie jest związana z realnie ponoszonymi przez firmę kosztami, np. koszt dojazdu pracownika do mieszkania pożyczkobiorcy, to można mówić o naruszeniu zbiorowych interesów konsumentów.

    Liczne zastrzeżenia

    Analizując wzorce dokumentów sprawdzano, m.in., czy obsługa w domu jest faktycznie dobrowolna, czy można z niej zrezygnować czy też bez wyrażenia zgody na taki odbiór rat nie można wziąć pożyczki, jakie są warunki wcześniejszej spłaty pożyczki lub odstąpienia od umowy już po jej podpisaniu. Dokładnie przyjrzano się formularzowi informacyjnemu, który każdy klient powinien otrzymać przez podpisaniem umowy. Powinny się na nim znaleźć wszystkie informacje dot. warunków i kosztów pożyczki, np. oprocentowanie, RRSO, czas spłaty. Okazało się, że kilka firm w ogóle nie przekazuje klientom takich formularzy, inni udostępniają go dopiero po wypłacie pieniędzy. Jest to „zrozumiałe”, gdy wziąć pod uwagę, że informacje zawarte w wielu formularzach są niepełne lub pokrętne. Znaleziono dokument, w którym w jednym miejscu firma informuje klienta, że oprocentowanie pożyczki jest stałe, a w innym miejscu asekuruje się, że może je zmienić, gdy ulegną zmianie stopy procentowe NBP.

    Z innych ciekawostek można wspomnieć o zastrzeżeniach zawartych w umowach, że cennik usług może się zmienić w trakcie trwania umowy jeśli zmienią się ceny u firm konkurencyjnych, albo gdy będzie wysoka inflacja lub zmienią się przepisy podatkowe.

    Sugestie zmian

    Urząd sugeruje, by wprowadzić rozwiązania chroniące konsumentów, pozwalające im na porównanie ofert różnych parabanków. Jednym z nich miałby być minimalny okres ważności danych zawartych w formularzu informacyjnym (coś na kształt „ważności” kosztorysu sporządzanego przy zamawianiu usługi). Inny pomysł to ustawowe ograniczenie pułapu RRSO.
    Firmy pożyczkowe bronią się przed pomysłami regulacyjnymi. Argumentują, że nie są organizacjami charytatywnymi, że mają swoje koszty i próba ograniczenia możliwości ich swobodnego kształtowania sprawi, że pożyczki będą otrzymywały tylko niektóre osoby, a pozostałe będą zdane na łaskę i niełaskę lichwiarzy działających w „podziemiu pożyczkowym”.
    Praktyka pokazuje, że na każdą regulację znajdzie się sposób, by ją obejść. Może więc dopilnować rzetelności informacji, by klient mógł szybko i łatwo porównać oferty różnych firm, stworzyć niezależną porównywarkę ofert kredytowych. Unia Europejska przygotowuje dyrektywę wymagającą, by w każdym z państw członkowskich była choć jedna niezależna porównywarka kont bankowa. Stworzenie podobnej strony analizującej kredyty byłoby rozwinięciem tego pomysłu.

    Wakacyjna popularność kart

    Polacy są bardzo przywiązani do gotówki, stosunkowo niewielu spośród nas korzysta z płatności bezgotówkowych (wg badań NBP, 82 proc. transakcji detalicznych dokonywanych jest gotówką). Mieszkańcy innych państw są mniej konserwatywni, ale i oni nie w pełni wykorzystują korzyści związane z kartami, czy to debetowymi czy kredytowymi. Na co dzień większości osób nie przeszkadzają kłopoty związane z gubiącymi się w kieszeniach drobnymi, brakiem możliwości wydania reszty przez sprzedawcę czy po prostu z posiadaniem zbyt małej kwoty. Sprawy te zaczynają mieć znaczenie podczas wakacyjnego wypoczynku. Wówczas chcemy cieszyć się urlopem, a nie myśleć o przyziemnych sprawach – wynikach z badań MasterCard przeprowadzonych na grupie ponad 3.300 respondentów w 8 krajach (Francja, Hiszpania, Niemcy, Polska, Szwecja, Ukraina, Wielka Brytania, Włochy).
    Jako główne argumenty za realizowaniem wakacyjnych płatności kartą Europejczycy podawali wygodę, brak obaw o kradzież gotówki, bezpieczeństwo, eliminacja stresu związanego z posiadaniem zbyt małej kwoty, szybkość, możliwość śledzenia wydatków. Respondenci mówili, że poszukiwanie bankomatu, by wypłacić z niego pieniądze uważają za stratę czasu, że każdą chwilę chcą przeznaczyć na wypoczynek. Badani uznali, że gotówka najlepiej sprawdza się przy drobnych płatnościach, np. za lody, pamiątki, pocztówki oraz przy wręczaniu napiwków kelnerom czy płaceniu taksówkarzom.

    NoCash Summer

    Pod takim hasłem MasterCard zorganizował ogólnoeuropejską kampanii informacyjną zachęcającą do płatności bezgotówkowych. Jednym z jej elementów jest zaangażowanie ochotników, którzy spróbują żyć bez gotówki. O swoich doświadczeniach, wrażeniach, przemyśleniach będą opowiadali na specjalnym blogu związanym z kampanią. MasterCard zapowiada, że na stronie kampanii będą promowane różne innowacyjne rozwiązania płatności. Firma chce w ten sposób zwiększyć odsetek osób uważających, że gotówka wkrótce stanie się reliktem przeszłości. Obecnie tego zdania jest ok. 44 proc. Europejczyków.

    Niskie stopy – wyższa zdolność

    Przez długie lata stopy procentowe ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej utrzymywały się na bardzo zbliżonym poziomie. Obniżki/podwyżki o 0,25 czy 0,5 punktu bzowego nie miały większego znaczenia dla obliczania zdolności kredytowej. Analitycy i ekonomiści zalecali zaciąganie kredytów w złotówkach, uważając je za w pełni „bezpieczne”. Ostrzegano natomiast przed braniem kredytów denominowanych w walutach obcych, bo gdy złoty gwałtownie się osłabił, wzrosła drastycznie wysokość comiesięcznych rat. Sytuację komplikowały jeszcze wysokie spready stosowane przez banki i zapaść na rynku nieruchomości uniemożliwiająca sprzedaż mieszkań przez tych, którzy nie radzili sobie ze spłatą zobowiązań.
    Okazuje się, że i kredyty złotówkowe mogą być „niebezpieczne”. Winne temu są rekordowo niskie stopy procentowe. Od nich, i od Wiboru, zależy bowiem oprocentowanie kredytów. Teraz jest ono niskie, a więc koszty obsługi zadłużenia (czyli odsetki spłacane co miesiąc) są relatywnie niewielkie. Tym samym rośnie zdolność kredytowa potencjalnego klienta. Badania przeprowadzone przez analityków wykazały, że w niektórych bankach, przy tym samym profilu klienta i charakterze kredytu, można obecnie dostać kredyt wyższy nawet o ponad 100.000 zł niż przed rokiem.

    Istnieje więc pokusa, by zaciągnąć kredyt, kupić tanio atrakcyjne mieszkanie. Ale uwaga: nie można zakładać, że obecny – podkreślmy to dobitnie – rekordowo niski, poziom stóp procentowych utrzyma się przez kilkanaście czy przez kilkadziesiąt lat, a przecież na taki okres zaciąga się kredyt hipoteczny. Pewne jest, że w sytuacji ożywienia gospodarczego stopy procentowe zostaną podniesione. Gdyby gwałtownie zaczęła rosnąć inflacja, znajdą się na przeciwległym biegunie – na rekordowo wysokim poziomie. A to będzie oznaczało, że miesięczna rata może być wyższa nawet o kilkaset złotych! Należy więc zostawić sobie „margines bezpieczeństwa, by wzrost stóp procentowych, który przełoży się na wyższą ratę, nie zrujnował domowego budżetu, nie psuł radości z posiadania własnego lokum.