Od wielu lat trwa rywalizacja między służbami podatkowymi i instytucjami finansowymi o pieniądze Polaków. Te drugie proponują nam coraz to inne produkty, dzięki którym możemy pomnożyć swoje oszczędności. Natomiast fiskus stara się za wszelką cenę uszczknąć coś dla budżetu państwa z każdej zaoszczędzonej przez Polaków złotówki.

Wprowadzenie systemu podatkowego nie wywołało wielkich oporów. Było przecież urealnieniem tego, co i tak już funkcjonowało. Teraz po prostu każdy ma świadomość ile podatków odprowadza na rzecz państwa. Niezadowolenie zaczęliśmy okazywać wraz z wprowadzeniem tzw. „podatku Belki”. Zostały nim opodatkowane dochody z lokat bankowych i inwestycji w akcje. Finansiści szybko dostrzegli możliwość obejścia przepisów, które nakazywały bankom odprowadzanie podatku od określonej kwoty. Wymyślono lokaty z codzienną kapitalizacją odsetek. „Wypłacane” każdego dnia kwoty odsetek były niewielkie i nie podlegały „podatkowi Belki”. Początkowo fiskus nie zareagował, potem straszył banki, że takie obchodzenie przepisów jest niezgodne z ich duchem, przypominał, że to na bankach, jako płatnikach, ciąży obowiązek odprowadzenia podatku. Nie zrobiło to na nikim większego wrażenia, bo „co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Zmieniono więc przepisy uniemożliwiając oferowanie lokat „antybelkowych”.

Wkrótce zastąpiły je polisolokaty. Ich konstrukcja opiera się na połączeniu tradycyjnej lokaty oraz ubezpieczenia na dożycie. Pieniądze trafiają do ubezpieczyciela, bank jest jedynie pośrednikiem. Wpłacający pieniądze niejako „zobowiązuje się”, że dożyje do określonego dnia. Jeśli tak się stanie, to otrzymuje przekazane środki oraz tzw. świadczenie z tytułu dożycia. Formalnie polisolokata jest produktem ubezpieczeniowym, a wypłacone świadczenie nie jest zyskiem kapitałowym, nie podlega więc opodatkowaniu. Klienci byli zadowoleni, w najlepsze kwitła współpraca banków i ubezpieczycieli.

Znów chwilę trwało, zanim fiskus przystąpił do kontrofensywy. Tak jak poprzednio zaczęło się od przekonywania, że takie ubezpieczenie to fikcja, że takie obchodzenie prawa jest nieuczciwe. I oczywiście nikt się tym nie przejął. Klientom zależy na pomnażaniu swoich pieniędzy, a bankom i firmom ubezpieczeniowym na zadowoleniu tych, których pieniędzmi obracają. W końcu ministerstwo finansów zapowiedziało kolejną zmianę przepisów i opodatkowanie wypłat z polisolokat. Szczegóły nie są jeszcze znane, ale tego typu produkty powoli znikają z oferty instytucji finansowych. Co ciekawe, banki, które oferują przedłużenie dotychczasowych polisolokat, zapewniają swych klientów, że odsetki wypłacą im jeszcze w tym roku, by zysk nie został opodatkowany.

Urzędnicy dbający o dochody budżetu państwa wydają się szczęśliwi – zamknęli kolejną furtkę umożliwiającą pomnażanie pieniędzy bez dzielenia się zyskiem z fiskusem. Wkrótce czeka ich zapewne uszczelnianie kolejnej szczeliny. Z firm ubezpieczeniowych i banków już dochodzą sygnały, że trwają prace nad nowymi rozwiązaniami, które nie będą podlegały opodatkowaniu. Czy ten wyścig kiedykolwiek się skończy? Zapewne nie, bo im większa jest pazerność fiskusa, tym silniejszy opór przed dzieleniem się z nim zyskami.

Co zastąpi polisolokaty?
Oceń

Dodaj komentarz

*
*

Required fields are marked *