UOKiK krytykuje parabanki

Strona główna » Porady » UOKiK krytykuje parabanki

Ponad 200 naruszeń prawa, zastrzeżenia do wszystkich 30 skontrolowanych parabanków i zamiar wystąpienia do sądu w 12 przypadkach, to efekt kontroli Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji, podczas której oceniano rzetelność informowania klientów o rzeczywistych kosztach udzielanych pożyczek.Ponad 200 naruszeń prawa, zastrzeżenia do wszystkich 30 skontrolowanych parabanków i zamiar wystąpienia do sądu w 12 przypadkach, to efekt kontroli Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji, podczas której oceniano rzetelność informowania klientów o rzeczywistych kosztach udzielanych pożyczek.

UOKiK uważa, że wszystkie skontrolowane przez niego parabanki dopuściły się naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Ponadto, w przypadku 12 instytucji, w dokumentach znaleziono zapisy, które, zdaniem urzędników, są niedozwolone – godzą w interesy klientów, stawiają ich w gorszej sytuacji lub dają dowolność interpretacyjną pożyczkodawcy. Dlatego Urząd zamierza wystąpić do sądu o uznanie tych klauzul za zakazane.

Przedstawione przez UOKiK informacje, to wyniki drugiego etapu kontroli parabanków prowadzonej od początku roku (wcześniej opublikowano rezultaty oceny reklam, którymi promują się tego typu instytucje finansowe). O jej przeprowadzeniu zdecydoano po tym, jak w ub.r. gwałtownie zaczęła rosnąć liczba skarg na parabanki. Klienci skarżyli się do UOKiK głównie na wysokie opłaty przygotowawcze wymagane jako warunek rozpatrzenia wniosku (często kredytu odmawiano, a opłata przepadała). Z pewnością dużą wartość „edukacyjną” miała sprawa Amber Gold.
Od stycznia urzędnicy przyglądali się wszelkim prowizjom, opłatom i innym kosztom, które są związane z wzięciem pożyczki w parabanku. Pod lupę wzięli 73 dokumenty będące w użyciu, przyjrzeli się 300 faktycznie zawartym umowom. Analiz dokonano w 30 firmach, które wybrano kierując się liczą zawartych umów i wielkością udzielonych pożyczek w 2012 r. Niektóre podmioty zostały wylosowane do badania.

Wysokie koszty

Do wysokości oprocentowania urzędnicy nie mieli zastrzeżeń. Nigdzie nie przekraczało ono dopuszczalnej górnej granicy, czyli czterokrotności stopy kredytu lombardowego NBP. Tyle tylko, że oprocentowanie to zaledwie niewielka część wszystkich kosztów. Odbiór rat w domu może kosztować niewiele mniej niż sama pożyczona kwota. Jeśli klient idzie do parabanku lub spłaca pożyczkę przelewem, to firma odbije sobie tę „stratę” w inny sposób, np. obowiązkowym ubezpieczeniem lub opłatą przygotowawczą. Wyliczono, że pożyczając 350 zł na miesiąc, klient zapłaci 7 zł odsetek i aż 103 zł opłaty przygotowawczej. Przy pożyczaniu małych kwot, uwzględniając wszelkie dodatkowe koszty Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) może wynieść nawet kilka- lub kilkanaście tysięcy procent!

Właśnie do sposobu podawania przez parabanki RRSO UOKiK miał najwięcej zastrzeżeń. W połowie przypadków „zapominano” o czymś, np. o ubezpieczeniu, kosztach odbioru raty w domu czy innych opłatach. Urzędników zdziwiło, że wysokość opłaty za odbiór rat w domu nie jest ustalana kwoto, ani nie zależy od liczby rat, ale jest liczona procentowo od pożyczonej sumy. W efekcie, osoba biorąca 1.000 zł pożyczki zapłaci np. 200 zł dodatkowych kosztów, a inny klient, pożyczający 5.000 zł, zapłaci np. aż 1.000 zł za te same czynności pracownika firmy pożyczkowej. Co ciekawe, wizyta związana z windykacją, przypomnieniem o zaległości, ma już stałą cenę.
Zdaniem urzędników, jeśli opłata za jakąś usługę nie jest związana z realnie ponoszonymi przez firmę kosztami, np. koszt dojazdu pracownika do mieszkania pożyczkobiorcy, to można mówić o naruszeniu zbiorowych interesów konsumentów.

Liczne zastrzeżenia

Analizując wzorce dokumentów sprawdzano, m.in., czy obsługa w domu jest faktycznie dobrowolna, czy można z niej zrezygnować czy też bez wyrażenia zgody na taki odbiór rat nie można wziąć pożyczki, jakie są warunki wcześniejszej spłaty pożyczki lub odstąpienia od umowy już po jej podpisaniu. Dokładnie przyjrzano się formularzowi informacyjnemu, który każdy klient powinien otrzymać przez podpisaniem umowy. Powinny się na nim znaleźć wszystkie informacje dot. warunków i kosztów pożyczki, np. oprocentowanie, RRSO, czas spłaty. Okazało się, że kilka firm w ogóle nie przekazuje klientom takich formularzy, inni udostępniają go dopiero po wypłacie pieniędzy. Jest to „zrozumiałe”, gdy wziąć pod uwagę, że informacje zawarte w wielu formularzach są niepełne lub pokrętne. Znaleziono dokument, w którym w jednym miejscu firma informuje klienta, że oprocentowanie pożyczki jest stałe, a w innym miejscu asekuruje się, że może je zmienić, gdy ulegną zmianie stopy procentowe NBP.

Z innych ciekawostek można wspomnieć o zastrzeżeniach zawartych w umowach, że cennik usług może się zmienić w trakcie trwania umowy jeśli zmienią się ceny u firm konkurencyjnych, albo gdy będzie wysoka inflacja lub zmienią się przepisy podatkowe.

Sugestie zmian

Urząd sugeruje, by wprowadzić rozwiązania chroniące konsumentów, pozwalające im na porównanie ofert różnych parabanków. Jednym z nich miałby być minimalny okres ważności danych zawartych w formularzu informacyjnym (coś na kształt „ważności” kosztorysu sporządzanego przy zamawianiu usługi). Inny pomysł to ustawowe ograniczenie pułapu RRSO.
Firmy pożyczkowe bronią się przed pomysłami regulacyjnymi. Argumentują, że nie są organizacjami charytatywnymi, że mają swoje koszty i próba ograniczenia możliwości ich swobodnego kształtowania sprawi, że pożyczki będą otrzymywały tylko niektóre osoby, a pozostałe będą zdane na łaskę i niełaskę lichwiarzy działających w „podziemiu pożyczkowym”.
Praktyka pokazuje, że na każdą regulację znajdzie się sposób, by ją obejść. Może więc dopilnować rzetelności informacji, by klient mógł szybko i łatwo porównać oferty różnych firm, stworzyć niezależną porównywarkę ofert kredytowych. Unia Europejska przygotowuje dyrektywę wymagającą, by w każdym z państw członkowskich była choć jedna niezależna porównywarka kont bankowa. Stworzenie podobnej strony analizującej kredyty byłoby rozwinięciem tego pomysłu.

UOKiK krytykuje parabanki
Oceń